Facebook to nie Gmail
W trakcie gdy zacząłem pisać ten tekst zdarzyły się dwie rzeczy. Najpierw znajomy zapytał mnie czy skoro będzie miał aktywny profil na Facebooku to w ogóle potrzebna mu jest jeszcze własna strona internetowa? Chwilę potem przeczytałem na blogu Pavliny wpis „Leaving Facebook” i obydwa te wydarzenia były mi przy pisaniu bardzo „po drodze”.
Jakiś czas temu sam popełniłem wpis, w którym nazwałem Facebook alternatywą dla Google’a (w sensie pozycjonowania własnych treści w Sieci). Nie podałem wtedy żadnego sensownego przykładu przedsięwzięcia, które działa wyłącznie na Facebooku. Takim przykładem jest facebookowy fanpage Zagranico. Google radzi sobie z „zagranico” już dużo lepiej niż parę miesięcy temu, ale ciągle nie zauważył, że obecnie na pierwszym miejscu powinien znajdować się ten liczący prawie 7tys. fanów profil. Liczba fanów, poczytność i aktywność autorów odpowiada całkiem dużemu serwisowi www, jednak na wyszukiwarkach zdaje się to nie robić wrażenia. W takiej sytuacji pytanie kolegi wydaje się całkiem zasadne, prawda?
Od jakiegoś czasu dużo mówi się o tym, że Facebook „zamierza się” na googlowy 1 Na pewno parę osób zauważy, że nazwy „Gmail” używam właściwie w zastępstwie „email”. Nie bez związku z tematem. Google’owi udało się z Gmailem coś niebywałego o czym pewnie marzy zarząd Facebooka. Google zawłaszczył olbrzymią część tej najpopularniejszej usługi internetowej i jego udział w rynku ciągle rośnie. Osiągnął to oferując usługę stabilną, użyteczną i popartą paroma latami budowania zaufania na rynku.Gmail1 – rozbudowując funkcje komunikacji między użytkownikami. Sam zauważam, że wielu znajomych, którzy dotychczas chętnie korzystali z maila – wysyła mi teraz wiadomości prywatne w serwisie. Przyjaciele, znajomi, czytelnicy… nie idźcie tą drogą! :)
Dlaczego Google, choć też nazywany „Internetem w Internecie”, a prócz wyszukiwarki dostarczający takie usługi jak Gmail czy Docs – nie budzi we mnie takich zastrzeżeń jak serwis Marka Z.? Otóż Google, nawet w darmowych usługach oferuje stabilność, wydajność, dostępność i szanuje użytkownika końcowego. Nie eksperymentuje co parę dni z interfejsem. Nie usuwa bez pytania zdjęć z twojego konta, bo ktoś oflagował je dla żartu jako „niewłaściwe”. Natomiast oferuje możliwości takie jak eksport i import danych czy podpięcie usług pod własną domenę. Na tych wszystkich polach Facebook po prostu… „ssie”.
Najważniejsze jest dla mnie karygodne podejście do użytkownika końcowego. Facebook działa chaotycznie i autorytarnie. Pijarowcy serwisu nie potrafili sprzedać ludziom ideai fanpage’u (który jest nota bene mocno niedopracowany – patrz wpis Pavliny), a teraz usuwaniem kont – straszą i karzą bogu ducha winnych użytkowników, którzy pozakładali swoim przedsięwzięciom konta osobowe (zamiast oficjalnych). Kasując nawet dużą stronę (jak w przypadku strony żaglowca „Fryderyk Chopin”) – Facebook robi to bez ostrzeżenia usuwając całą zawartość z dnia na dzień. Nie blokuje jej dostępności dla innych – usuwa i dostęp traci nawet właściciel! Tracimy 5k fanów, kilkaset zdjęć i nawet nie mamy w kraju sensownego supportu, któremu mielibyśmy ochotę pobluzgać przez słuchawkę.
Nie chcę opowiadać o wszystkich nieprzyjemnych przygodach, które miałem z Facebookiem opiekując się paroma profilami i stronami oficjalnymi. Nie próbuję też namawiać was abyście usuwali swoje konta. Po prostu nie przyzwyczajajcie się do używania tego serwisu w zastępstwie emaila czy własnej strony internetowej. Jeżeli Facebook rzeczywiście ma aspiracje w tym kierunku – powinien po pierwsze popracować nad godną zaufania stabilnością, eksportem/importem danych, a przede wszystkim sensowną komunikacją z użytkownikiem. I to zarówno od strony interfejsu i użyteczności samej aplikacji, jak i bezpośredniej interakcji i oferowanego supportu.
Do tego czasu, pamiętajmy o tym, że Facebook to nie Internet. Ani nawet Gmail.